Aktualności





[2011-05-04] Pieszo na wyjazd
Nazwanie niedzielnego spotkania Dom-Bud Kraków Tigers z Kozłami Poznań, meczem ostatniej szansy byłoby nieco na wyrost. Nie ulega jednak wątpliwości fakt, że wygrana dawała obu zespołom swego rodzaju prawo do ulokowania swoich celów w górnej lub dolnej części tabeli.

Pomimo tego, że Kozły Poznań musiały przemierzyć blisko 450 km, a mecz rozegrano w Krakowie, ciężko było wskazać… gospodarza spotkania. Tygrysy, które od początku istnienia swoje potyczki toczyły na boisku Juvenii Kraków, tym razem musiały wystąpić na stadionie Korony Kraków. Rozegranie spotkania w tradycyjnej lokalizacji, było niemożliwe w związku z obchodami beatyfikacji Jana Pawła II na pobliskich Błoniach. Korona - efektowny, choć zaniedbany obiekt - na dzień dobry przywitał zawodników rzęsistą ulewą, która zdawała się nie mieć końca. Hektolitry wody spadające z nieba czyniły niemożliwym nawet narysowanie linii na boisku. Kreda momentalnie zmywała się z przemoczonej trawy. Gdy zdawało się, że sztuka ta może się nie udać, na niespełna 40 minut przed rozpoczęciem meczu, deszcz ustał, co pozwoliło na przygotowanie płyty zgodnie z wymogami.

Tigers przystępowali do spotkania w niemalże pełnym składzie: – Mieliśmy trochę drobnych kontuzji, ale żadna z nich nie wykluczyła nikogo z gry. Kilku zawodników, z innych powodów, nie mogło zagrać przeciwko Kozłom, ale wszyscy powinni wrócić na mecz z Miners - tłumaczył Albert Hesskew, trener gospodarzy. W drużynie Kozłów, najbardziej zauważalny był brak… szkoleniowca Kenta McKinnona, który z powodu choroby musiał zostać w Poznaniu. - Niestety nie przyjechaliśmy do Krakowa w optymalnym zestawieniu. Przed samym wyjazdem wypadło paru kluczowych zawodników, co przełożyło się na jakość naszej gry. Ponadto trener zachorował i jego też z nami nie było - wyjaśnia Karol Siliwoniuk, running back i manager poznanian. To właśnie on w dotychczasowych spotkaniach, był najskuteczniejszym zawodnikiem gości (3 przyłożenia i łącznie ponad 350 zdobytych jardów).

Jak równy z równym
W wyniku losowania (Tigers zdecydowali o przełożeniu wyboru) mecz rozpoczęli wykopem gospodarze. Odbierającego jednak szybko i pewnie powstrzymała formacja obronna krakowian. Przed szansą, w okolicach 20. jarda, stanęła więc ofensywa Kozłów, kierowana przez Bartłomieja Kimnesa. Pierwsze trzy próby zostały powstrzymane przez defensorów Tigers, co zmusiło gości do odkopnięcia piłki. Punt został jednak zablokowany przez Bartosza Bolka, a do bezpańską piłkę dopadł outside linebacker Maciej Ginalski zapewniając swojej drużynie świetną pozycję startową, w bliskiej odległości od strefy przyłożeń. Formacja ofensywna najwyraźniej nie była jednak w stanie stanąć na wysokości zadania. Linia defensywna gości wręcz przeciwnie. Już w drugiej akcji, rozgrywający Tigers, Filip Mościcki, otrzymał solidne uderzenie od dwóch niepilnowanych zawodników Kozłów, notując stratę jardową. Receptą na poznanian nie okazały się też biegi Dawida Rechula, które zatrzymywali m.in. Szymon Barczak i Łukasz Krzyżański. Futbolówka przeszła, więc w ręce gości. Podobnie jak poprzednio górą i tym razem była formacja obronna. Ten swoisty popis defensyw zatrzymał na chwilę gwizdek, oznajmiający koniec kwarty, która doskonale przypomniała zgromadzonym widzom, jak emocjonujące i wyrównane są pojedynki krakowsko-poznańskie.

Upragnione punkty przyniosła gościom druga część spotkania. Defensywa Tigers, nastawiona na biegi Karola Siliwoniuka zapomniała pilnować go przy krótkim podaniu od Bartłomieja Kimnesa. Za jeden punkt pewnie podwyższył bohater meczu z Bielawa Owls – Szymon Barczak. Niedługo jednak trwała radość Kozłów z prowadzenia. Chwilę później piękną 54-jardową akcją, po podaniu od Mościckiego, popisał się Krzysztof Chrzanowski – najskuteczniejszy, po Amerykanach, odbierający tego sezonu (trzy przyłożenia, 185 jardów), który popędził wprost do pola punktowego, zdobywając sześć oczek. Za dwa punkty podwyższył biegiem Zygmunt Łodziński i to krakowianie wyszli na prowadzenie. Gdy wydawało się, że gra zaczyna toczyć się pod dyktando gospodarzy, chwilę braku czujności wykorzystał Patryk Barczak i podał do Jakuba Kłoskowskiego, którego zastopował dopiero, na niespełna 15 jardów przed strefą przyłożeń, Robert Suchocki. Pomimo szybkiego powstrzymania następnych trzech prób Kozłów, przy czwartej defensywa krakowian była już bezradna. Pewnym kopnięciem z pola trzy punkty zdobył Szymon Barczak i to goście, pomimo świetnej, blisko 90-jardowej (jednak niezwieńczonej przyłożeniem) serii zagrywek ofensywy Tigers, schodzili na przerwę prowadząc 10:8.

Przerwy nie było
Najwyraźniej niezadowolony z postawy ofensywy Tygrysów byli jej koordynatorzy Paweł Rusin i Dawid Ostręga, którzy zamiast przerwy między połowami zarządzili swoim zawodnikom, „trening” z zagrywek. I tak oto, gdy zawodnicy Kozłów odpoczywali, na boisku sama przeciwko sobie grała formacja ataku gospodarzy. Przyniosło to upragniony efekt. Trzecia kwarta to całkowita dominacja Tigers. Niezawodny Dawid Rechul, raz po raz powiększał swoje konto zdobyczy jardowych. Wtórowali mu skrzydłowi: Bartosz Główniak, Michał Bury i Krzysztof Chrzanowski. Udaną serię zagrywek ofensywnych wykończył czterojardowym biegiem rozgrywający Filip Mościcki, ponownie zapewniając swojej drużynie prowadzenie. Próbę podwyższenia za dwa punkty zablokował Hubert Ogrodowczyk, do spółki z kolegami z drugiej linii obrony.

Z powodu kontuzji mięśnia dwugłowego, na drugą połowę nie wyszedł najskuteczniejszy running back Kozłów – Kamil Siliwoniuk, a zastąpić go próbował Łukasz Krzyżański. Jego biegi nie były jednak dla Tigers, aż tak groźne jak kontuzjowanego zawodnika i łatwo radzili sobie z ich powstrzymywaniem. Nieco zamieszania w szeregi gospodarzy wprowadzała zmiana rozgrywającego poznanian. Bartłomieja Kimnesa raz po raz zastępował, do niedawna zawodnik Czerwonych Byków, Patryk Barczak. Ale i tak to ofensywa Tigers grała pierwsze skrzypce. Kolejne dokładne podania, przeplatane z biegami Dawida Rechula i Kamila Piwowara doprowadziły gospodarzy pod koniec boiska. Tam kopią poprzedniej akcji punktowej popisał się Mościcki i dopisał kolejne przyłożenie na koncie swojej drużyny. Tym razem próba podwyższenia podaniowego została zablokowana a wynik zatrzymał się na 20:10.

Kozły ani na chwilę nie myślały o rezygnowaniu z dalszej gry, ale upragnione punkty udało im się zdobyć dopiero pod koniec czwartej kwarty, gdy Tigers… na boisko wprowadzili zmienników. Nieporozumienie i brak ogrania, w połączeniu ze świetnym, dalekim podaniem Bartłomieja Kimnesa do Marcina Kozłowskiego poskutkowało przyłożeniem. Oszołomioną defensywę Tigers dobił podwyższając za dwa punkty Mikołaj Ochnik. Wynik 20:18 zwiastował ogromne emocje w końcówce spotkania.

Kozły zdecydowały się na próbę krótkiego kopnięcia, jednak piłka padła łupem Piotra Jarockiego i to Tigers stanęli przed szansą zdobycia punktów, a co ważniejsze zagospodarowania cennego czasu. Z niezrozumiałych względów zdecydowali się jednak podawać, co zemściło się na nich w najgorszy możliwy sposób – przechwytem. Defensor gości popędził z piłką blisko 40 jardów i zaledwie następnych 30 dzieliło drużynę Kozłów od strefy przyłożeń. Poznanianie do zwycięstwa potrzebowali zaledwie trzech punktów, które z takiej odległości byłby w stanie zapewnić kopnięciem z pola Szymon Barczak. Na boisku leżała jednak żółta flaga. Jak się później okazało, została rzucona za przewinienie osobiste popełnione tuż po przechwycie. Piłka przeszła więc w posiadanie Kozłów, ale nie 30 jardów od strefy przyłożeń, a 60. Naciskany przez defensywnych liniowych Kimnes, zdecydował się na próbę dalekiego podania i… piłka padła łupem gospodarzy po ekwilibrystycznym przechwycie Bartosza Króla. Tigers nie zdążyli już rozegrać żadnej akcji ofensywnej, ponieważ sędzia główny spotkania – Paweł Cwalina – uniósł w górę piłkę sygnalizując tym samym koniec meczu. Tygrysy mogły cieszyć się z drugiego zwycięstwa w sezonie. Kozły musiały zaś przełknąć gorycz trzeciej ligowej porażki.

„Jak po wielkiej bitwie kurz”
- Jako drużyna, staramy się być lepsi z tygodnia na tydzień. Mamy jeszcze wiele rzeczy do poprawy. Faktycznie, ostatnie minuty mogły być dla niektórych stresujące. Ja jednak miałem pełną wiarę w naszą defensywę, że są w stanie utrzymać to zwycięstwo. Pod koniec meczu, popełniliśmy kilka trenerskich błędów, po obu stronach piłki, co mogło przywrócić poznanianom wiarę w zwycięstwo, ale ja, nawet przez chwilę nie zwątpiłem – podsumowuje spotkanie Albert Hesskew, trener gospodarzy. - Teraz czeka nas twardy mecz z Miners, możliwe że najcięższy do tej pory. To bardzo dobra, mistrzowska drużyna, z podrażnioną dumą, co czyni ich bardzo niebezpiecznymi. Mecz z Miners jest dla nas kluczowy by iść naprzód, w drodze do rundy play-off. Zagramy na maksimum swoich możliwości – dodaje.

Niezmiernie wyrównane spotkanie, z którego górą wyszli Dom-Bud Kraków Tigers, podtrzymało szanse krakowian na play-off. Bez szans nie pozostają jednak także Kozły Poznań, których manager dostrzega błędy swojego zespołu: - Ciągle mamy problem z wykończeniem akcji pod polem punktowym rywali. Nad tym musimy stale pracować. Mamy dużo nowych zawodników w tym sezonie i musimy się dobrze poznać na boisku i zgrać. Ten rok to dla nas czas przebudowy, ale po naszych wynikach widać, że walczymy do końca, a to dobrze rokuje na przyszłość – zapowiada Karol Siliwoniuk.


Starsze aktualności

OSTATNI MECZNAJBLIŻSZY MECZ
13 maj 2012, Poznań20 maj 2012, Kraków

Kozły Poznań
VS
Dom-Bud Kraków Tigers

33

 

12
Dom-Bud Kraków Tigers
VS
Warsaw Eagles
-
-

Get Adobe Flash player


Galeria




maj 2012
PnWtŚrCzPtSbNd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3