| start | drużyna | treningi | multimedia | media | mecze | kibice | plfa | kontakt | sponsorzy | Sklep |
|
|
![]() [2011-04-25] Przebudzenie Tygrysa
Zawodnicy Dom-Bud Kraków Tigers chcieli zrewanżować się drużynie Zagłębie Steelers Interpromex za zeszłoroczną porażkę i odnieść pierwsze zwycięstwo w bieżących rozgrywkach. Gospodarze mieli natomiast nadzieję na podtrzymanie zwycięskiej passy zapoczątkowanej przed tygodniem w Białymstoku.
Spotkanie rozpoczęło się w dosyć nietypowy sposób, nie tylko patrząc na polskie, ale i światowe standardy futbolowe. W drużynie Hutników kickerem był prezydent Będzina Łukasz Komoniewski, pod którego honorowym patronatem toczyły się te zawody. Popisał się dalekim wykopem piłki, a szybkie reakcje jego partnerów spowodowały, że Tygrysy miały sporą ilość jardów do przebycia. Już następne serie zagrań pokazały, że spotkanie będzie bardzo twarde i wyrównane. Dobra gra obronna obu ekip szybko zmuszała przeciwników do puntów, czy też oddania piłki po nieudanych czwartych próbach. W tej części gry jedna akcja zasłużyła na wyróżnienie. Uśpiona kilkoma próbami biegowymi obrona Tygrysów dała się zaskoczyć dalekim podaniem Michała Krzelowskiego, które na przyłożenie zamienił skrzydłowy Hutników Łukasz Strzelecki. Warto wspomnieć, że ten niedawny junior wykorzystał swą (powstałą w skutek licznych kontuzji i absencji) szansę i w kolejnym już meczu udowadnia, że jest obecnie najlepszym receiverem w Będzinie. Wynik podwyższył udanym kopnięciem Wojciech Koper. Podrażniony Tygrys, uśpiony Hutnik W drugiej kwarcie ofensywa Steelers powróciła do swojego normalnego w tym sezonie poziomu, czyli kiepskiego. Ustawicznie naciskana przez dobrze dysponowanych obrońców spod Wawelu zaczęli popełniać sporo błędów, co w rezultacie doprowadziło do zdobycia przez Tygrysy safety. Jego autorem był Michał Zwolankiewicz. Był to dla jego partnerów sygnał do szarży. Ofensywa krakowian zaczęła grać jak z nut, a będzińscy obrońcy popełniali liczne błędy w ustawieniu strefy. - Oni grają na zmianę tylko dwoma akcjami i rozmontowują naszą obronę – denerwował się za linią boczną zawodnik Hutników Rafał Datka. Trudno się nie zgodzić z jego opinią. Kolejne trzy przyłożenia dla Tygrysów to albo bardzo mocne biegi Dawida Rechula, albo niezwykle precyzyjne i zagrane w tempo podania Filipa Mościckiego do Krzysztofa Chrzanowskiego. Jeśli dorzucimy do tego dwa dwupunktowe podwyższenia w wykonaniu wspomnianych Rechula i Mościckiego oraz przechwytywane piłki po rzutach Krzelowskiego, otrzymamy obraz drugiej kwarty tego spotkania. Wynik 7:24 dla Tigers nie mógł cieszyć drużyny z Będzina, a tym bardziej jej trenera Pawła Kaźmierczaka i prezesa Szymona Widery, którzy podczas przerwy w bardzo emocjonalny sposób przypominali swym zawodnikom, po co ci znajdują się na murawie. Odmienne nastroje panowały w krakowskim obozie, gdzie zadowolony z prowadzenia sztab szkoleniowy zagrzewał zawodników do dalszej walki. Zgromadzona na trybunach stadionu OSiRu Będzin około pięćsetosobowa publiczność liczyła, że po przerwie obejrzy bardziej wyrównany i emocjonujący pojedynek, niż w drugiej kwarcie. Nadzieja umiera ostatni Od początku drugiej połowy mecz rzeczywiście się wyrównał, a na boisku obserwowaliśmy to, co kibice lubią najbardziej – dużo ostrych pojedynków i efektownych powaleń. Należy podkreślić, że pomimo różnych waśni i zaszłości pomiędzy obiema ekipami, (o których można przeczytać w Internecie) na boisku panowała atmosfera fair play. Gdy po 23-jardowej akcji po podaniu Michała Krzelowskiego, Rafał Datka w sobie tylko znany sposób opanował piłkę i wbiegł z nią na pole punktowe Tigers, a Wojciech Koper ponownie podwyższył kopnięciem, w zawodnikach i kibicach Hutników odżyła nadzieja. - To tylko dziesięć punktów straty, a mamy całą czwartą kwartę! Nie takie rzeczy da się odrobić ¬– zagrzewał kolegów kontuzjowany Jacek Szafran. Na stratę punktów jednak bardzo dobrze, a przede wszystkim mądrze odpowiedziała ofensywa Tigers. Filip Mościcki wraz z kolegami, pomimo pewnie grającej obrony Steelers, zdobywali kolejne jardy. Nie forsowali oni tempa a częściej korzystali z akcji dołem – w końcu zegar działał na ich korzyść. To właśnie upływ czasu i kolejne kontuzje były w czwartej kwarcie największymi przeciwnikami drużyny z Zagłębia. Trener Kaźmierczak musiał wręcz łatać dziury w ustawieniu wpuszczając na poszczególne pozycje zawodników, nigdy wcześniej tam niewystępujących. Jedna z ostatnich serii zagrań przyniosła ponownie punkty dla Tygrysów. Filip Mościcki znów popisał się dokładnym podaniem a Michał Bury wbiegł z piłką do strefy punktowej Steelers. Mecz zakończyło jeszcze przechwycone podanie Michała Krzelowskiego zdenerwowanego przebiegiem wydarzeń. - Jest mi wstyd, że przegrywamy taki mecz. Dla mnie pojedynki z Tigers to sprawa honorowa, dlatego ta porażka boli mnie najbardziej. Planem minimum były cztery punkty w trzech pierwszych meczach - niestety się nie udało. Jedna kwarta zaważyła na wyniku i to jest najgorsze. Dużo kontuzji, dużo braków kadrowych i dużo kłótni… tak nie powinna działać drużyna.... – bardzo surowo ocenił występ swojej drużyny Szymon Widera, manager Steelers. Starsze aktualności
|
![]() ![]() ![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
