Aktualności





[2011-04-13] Smak rewanżu
Orły przyjechały do Krakowa po jedno – po zwycięstwo. Ale przy okazji również rewanż za ubiegłoroczną konfrontację, kiedy to na własnym boisku musiały uznać wyższość Tygrysów (0:15). Ale gospodarze ani myśleli ułatwiać rywalom zadania.

Happy Birthday!
Atmosferę odwetu za klęskę dodatkowo potęgowała pogoda. Przeszywający, zimny wicher, zamarzający deszcz i raz po raz delikatnie przebijające się słońce idealnie pasowały do napięcia, jakie dało się wyczuć na boisku krakowskiego obiektu. Ta sama aura wpłynęła nie tylko na dramaturgię, ale i na frekwencję odstraszając fanów. Mimo tego na stadion Juvenii zawitało ponad 400 osób. Z pewnością nie żałowali. Z racji piątych urodzin Tigers przygotowali masę atrakcji, zwłaszcza dla tych najmłodszych. Można było m.in. zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie w stroju futbolisty, porzucać i pokopać piłką, czy też wykazując się wiedzą o historii klubu i ligi wygrać unikalne, klubowe gadżety.

Oba zespoły nie wystąpiły w optymalnym zestawieniu. W drużynie gości zabrakło między innymi Damiana Krawca i Adama Nawrockiego. Gospodarze przystąpili do meczu, m.in. bez Tomasza Wełny, Piotra Jaszczyńskiego, Dariusza Koniecznego i Bartosza Króla. - Mamy kilka urazów, które sprawiają trochę kłopotów. Musimy jednak być na tyle silną drużyną, by je pokonać. Kontuzje są częścią gry i gdy ktoś 'wypada' inni muszą być gotowi by go zastąpić - mówi Albert Hesskew, trener Tygrysów.

Pierwszy cios
Urodzinowa sielanka udzieliła się najwyraźniej zawodnikom Tigers, którzy ewidentnie zaspali już w pierwszej akcji meczu. W wyniku losowania futbolówkę wykopywali gospodarze. Kick-off, który wykonał Maciej Krytowski, został odebrany przez Ty Landruma. Ten przy wspaniałych blokach swoich kolegów z zespołu i nieporadnej obronie Tigers, popędził wprost do pola punktowego. Z podwyższeniem za jeden punkt kłopotów nie miał Dawid Więckowski. Po nieudanej serii zagrywek ofensywnych Tygrysy oddały piłkę gościom, którzy już chwilę później dopisali kolejne siedem oczek na swoim koncie. W roli kata wystąpił duet Jeremy Dixon - Kamil Krekora, który popisał się 23-jardową akcją podaniową.

To zadziałało na ofensywę krakowian niczym sole trzeźwiące. Filip Mościcki, rozgrywający gospodarzy, mądrze rozdzielał piłkę między swoich skrzydłowych. Szczególnie ładnymi chwytami popisywali się Krzysztof Chrzanowski i Michał Bury, który jeszcze w poprzednim sezonie był jedną z wiodących postaci krakowskiej... linii ofensywnej. Niezawodny, jak zwykle, był Dawid Rechul, który raz po raz straszył rywali swoimi biegami. Po udanej serii zagrań i przejściu blisko 70 jardów, to właśnie Rechul zwieńczył dzieło i po 28-jardowym biegu, zainkasował sześć punktów. Próbę podwyższenia za dwa punkty zablokowała rewelacyjnie tego dnia dysponowana linia defensywna Eagles (na pochwały zasługują zwłaszcza Krzysztof Dreger i Marcin Tarka). Gdy wydawało się, że teraz do głosu dojdą gospodarze, chwilę zawahania w ich szeregach defensywnych wykorzystał Ty Landrum. Jeremy Dixon posłał do swojego skrzydłowego piłkę tuż za linię wznowienia akcji. Potem mógł już tylko podziwiać kunszt Landruma i specyficznej ruchomej ściany utworzonej mu przez blokujących kolegów z zespołu. Po pokonaniu 44 jardów zdobyli kolejne 7 oczek.

Przebudzenie
- Druga kwarta nasza! - krzyknął jeden z zawodników Tigers. Albo posiadł zdolność jasnowidzenia, albo zdanie to postawili sobie za punkt honoru jego koledzy z zespołu. Zanim to się jednak stało, defensywa gospodarzy, po raz kolejny nie dała rady Landrumowi, który po siedmiojardowym podaniu od Dixona, zdobył swoje trzecie przyłożenie w meczu. Prowadzenie 28:6 musiało uśpić gości, którzy wyraźnie oddali pola ofensywie Tigers. Ta nabrała wiatru w żagle i zabrała się do odrabiania strat. Po ładnych akcjach ofensywnych, gospodarze dotarli na szósty jard połowy Eagles. Tam, w nietypowej dla siebie roli, łapiącego podanie, wystąpił Dawid Rechul, który zdobył przyłożenie. Udanie za dwa punkty podwyższył sam rozgrywający Tygrysów - Filip Mościcki. Wraz z przebudzeniem ofensywy przyszła przemiana formacji obronnej, która pewnie i szybko zatrzymała natarcie Orłów. Szansy tej gospodarze nie mogli zmarnować. Udane zagrywki biegowe mieszali z celnymi podaniami i krok po kroku przybliżali się do upragnionych pomarańczowych pylonów, sygnalizujących strefę przyłożeń gości. Wynik pierwszej połowy spotkania na 20:28 ustalił Krzysztof Chrzanowski, który po przepięknym podaniu od Mościckiego, zostawił za sobą wszystkich obrońców i dosłownie "wskoczył" po sześć punktów. Chwilę później, po bardzo dobrej grze obronnej Zygmunta Łodzińskiego, Roberta Suchockiego i Sebastiana Szarka, krakowianie stanęli przed szansą wyrównania wyniku. Zabrakło jednak czasu i... czasów (tzw. time-out'ów, czyli przerw na żądanie).
- Myślę, że drużyna, po wysokim prowadzeniu 28:6, uwierzyła że mecz jest już wygrany. Że będzie łatwo. Tigers wykonali świetną robotę, walcząc o każdy jard, ale to my pozwoliliśmy im wrócić do gry - komentuje Phillip Dillon, główny trener Warsaw Eagles. Zaledwie osiem punktów, które dzieliło zespoły zwiastowało świetne widowisko w drugiej odsłonie spotkania. Jak zwykle będziemy zastanawiać się nad tym, jakich słów użyli w przerwie trenerzy zespołów i jaki wpływ miało to na dalszy przebieg spotkania. Odpowiedź nasuwa się sama...

Popisowa dwunastka
-Trzecia kwarta będzie moja! - mógłby krzyknąć Ty Landrum, parafrazując słowa przeciwnika. I tak faktycznie było, aż trzy przyłożenia dopisał do swojego konta Amerykanin. (Oczywiście, futbol jest sportem zespołowym i nie udałoby mu się to bez wsparcia kolegów). Dwa pierwsze, po 4- i 35-jardowych akcjach biegowych. Ostatnie (ogółem szóste przyłożenie Landruma w meczu), po 18-jardowej akcji po podaniu od Jeremy'ego Dixona. Warto odnotować, iż jedno z podwyższeń, kopanych przez Więckowskiego, zostało zablokowane przez Tigers, wobec czego wynik brzmiał 20:48. To, czego ofensywa Tygrysów nie była w stanie dokonać w trzeciej kwarcie udało się w następnej. Efektowną, długą serię zagrań, w trakcie, której krakowianie pokonali ponad 70 jardów, zakończył trzyjardowym biegiem Dawid Rechul. Za dwa podwyższył Michał Bury, po podaniu od Filipa Mościckiego. Jak się później okazało, były to ostatnie punkty zdobyte przez Tigers w tym spotkaniu. Nie pomogło nawet odzyskanie piłki po kick-offie, która kopnięta przez Macieja Krytowskiego trafiła wprost w... głowę jednego z zawodników Eagles i padła łupem Bartosza Bolka. Dzieła "zniszczenia" dopełnił Kamil Krekora, który podobnie jak Rechul, trzyjardowym biegiem wykończył udaną serię zagrywek.

Jeden cel
Mecz, który mogliśmy obserwować, miał być rewanżem za ubiegłoroczną porażkę Eagles z krakowianami. Miał być i był. Nie ulega wątpliwości, iż Orły były zespołem lepszym, który podobnie jak The Crew w zeszłym tygodniu, idealnie wypunktował wszystkie błędy i chwile nieuwagi w szeregach Tygrysów. - Mamy teraz bilans 0-2, ale moim zdaniem, w obu meczach, wynik nie odzwierciedla naszej zaciętości. Popełniamy trochę błędów psychicznych i mentalnych, które rywale zamieniają na punkty. Jednak ciągle się poprawiamy i rozwijamy, dlatego wierzę, że już niedługo będziemy w stanie rywalizować z każdym. Następne cztery tygodnie pokażą, czy pokażemy nasz potencjał - wyjaśnia Albert Hesskew. Pytany o to, czy najważniejszym testem dla drużyny będzie nadchodzący mecz z Zagłębiem Steelers, zdecydowanie odpowiada: - Prawdziwym sprawdzianem były pierwsze dwa mecze i pomimo, że wynik końcowy nie był dla nas łaskawy, wyszliśmy z nich z podniesioną głową i zaprawiliśmy się w bojach. Teraz nadchodzi pora, by dopisywać cyferki w kolumnie "wygrane mecze".

Pomimo wysokiego zwycięstwa, trener gości, Phillip Dillon, nie był do końca zadowolony z postawy swoich podopiecznych: - Możemy poprawić się w wielu aspektach. Najważniejsze jest jednak to, żebyśmy zaczęli grać przez cały mecz. W ostatnich dwóch spotkaniach zagraliśmy, tak na prawdę, dwie kwarty futbolu. Mamy, więc, nad czym pracować. Dodatkową przeszkodą dla Eagles może być poważna kontuzja Michała Kisiela, której doznał w Krakowie: - Nie opuszcza go optymizm i znosi to dzielnie. W rozmowie telefonicznej poinformował mnie, że ma zerwany przyczep mięśnia czworogłowego i przyczep więzadła rzepki. W środę przeszedł operację w Szpitalu na Solcu, ale zapewniał, że w najbliższym meczu pojawi się przy naszej linii bocznej, co może świadczyć jedynie o chęci szybkiego powrotu do treningów. Wszyscy trzymamy za niego kciuki i dopingujemy jego walkę z kontuzją - zapewnia Maciej Traczyk, rzecznik prasowy warszawian.

Oba zespoły, pomimo diametralnie różnych początków sezonu, ciągle mają ten sam cel: mistrzostwo Polski. Cel, o którym zdecydowanie głośniej mówi się w Warszawie. - W tym roku mamy naprawdę mocny skład, a nasza drużyna zaczęła wreszcie prawidłowo funkcjonować. Oceniając pierwsze dwie kolejki nie pokazaliśmy jeszcze wszystkiego, na co stać zespół, więc z meczu na mecz będziemy stawiać poprzeczkę coraz wyżej. Mistrzostwo jest naszym jedynym celem sportowym na ten sezon i liczymy, że po dwóch latach znowu wrócimy na szczyt - odpowiada Traczyk, pytany o szanse na odzyskanie najwyższego futbolowego trofeum w Polsce. Wtóruję mu trener Dillon - Wierzę że jesteśmy w stanie odzyskać tytuł i jest to naszym celem. Myślę, że podobnie jest w każdej ligowej drużynie. Jeżeli nie, to po co grać? Każdy chce zdobyć mistrzostwo. Jeżeli my będziemy się rozwijać, grać lepiej z tygodnia na tydzień, wierzę że jesteśmy w stanie ten tytuł odzyskać. W podobnym tonie wypowiada się trener Hesskew - Moje cele dla drużyny się nie zmieniły. Po pierwsze są to: wygrać więcej meczów niż w poprzednim sezonie. Po drugie: dostać się do play-off. Po trzecie: do finału. I wreszcie, nasz główny cel: zostać mistrzem PLFA. Wszystkie z nich są ciągle w naszym zasięgu i wierzę, że jesteśmy w stanie je w tym roku osiągnąć.


Starsze aktualności

OSTATNI MECZNAJBLIŻSZY MECZ
13 maj 2012, Poznań20 maj 2012, Kraków

Kozły Poznań
VS
Dom-Bud Kraków Tigers

33

 

12
Dom-Bud Kraków Tigers
VS
Warsaw Eagles
-
-

Get Adobe Flash player


Galeria




maj 2012
PnWtŚrCzPtSbNd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3