| start | drużyna | treningi | multimedia | media | mecze | kibice | plfa | kontakt | sponsorzy | Sklep |
|
|
![]() [2011-05-13] Wizytówka ligi
W dotychczasowych 25 meczach obecnego sezonu PLFA I dominowały dwa typy starć – pogromy i zażarte spotkania, które rozstrzygały się często w ostatnich sekundach. Przed meczem Miners – Tigers spodziewano się pewnej, lecz niemiażdżącej, wygranej gości. Na szczęście dla widowiska, przepowiadacze futbolowej przyszłości mylili się a materiał video z tego spotkania powinno się powielać i sprzedawać w tysiącach kopii albowiem w poprzednią niedzielę na stadionie Rozwoju w Katowicach kibice byli świadkami konfrontacji, którą śmiało można nazwać wizytówką ligi.
Cios za cios Futboliści AZS Silesia Miners po rozpoczęciu gry na przejście 60 jardów potrzebowali tylko trzech zagrywek. Nic więc dziwnego, że trener gości Albert Hesskew wziął czas by zatrzymać pociąg pędzący w kierunku pola punktowego krakowian. Na niewiele się to zdało, dwie minuty później Michał Kołek obsłużył podaniem Zbigniewa Szrejbera i po nieudanym podwyższeniu na tablicy świetlnej pojawił się wynik 6:0. Pierwsza próba rewanżu Tygrysów zakończyła się puntem, a w odpowiedzi rozgrywający Górników zamiast do swojego kolegi, podał piłkę Bartoszowi Królowi – obrońcy Tigers. Szansy skonstruowania ciągu zagrywek od połowy boiska futboliści z Małopolski już nie zmarnowali. Swój doskonały występ rozpoczynał Filip Mościcki. Rozgrywający z Krakowa doskonale czytał grę, celnie podawał a jak było trzeba, brał sprawy we własne ręce i sam zdobywał potrzebne jardy. W decydującym momencie podał do Bartłomieja Główniaka na przyłożenie, po czym sam wybiegał dwa punkty z podwyższenia. Następne posiadanie piłki również zakończyło się punktami. Drive całkowicie skomponowany z akcji biegowych poprowadził Kołek. Jardy zdobywali na zmianę: Grzegorz Suder, Krzysztof Matejuk oraz wspomniany już skrzydłowy – Zbigniew Szrejber. Wydawało się, że quarterback Miners przestał rzucać przez niedawny przechwyt, ale on po prostu najlepsze zachowywał na koniec celnie podając do Kajetana Kamińskiego. Co istotne dla przebiegu meczu, podwyższenie znów było nieudane. Gdy wydawało się, że gospodarze „dowiozą” przewagę do końca kwarty, do akcji znów wkroczył Mościcki. Nic nie wskazywało na to, że uda mu się znów poprowadzić swój zespół do strefy końcowej Miners. Wręcz przeciwnie, znajdował się często w opałach – udało mu się nawet umknąć pięciu (!) goniącym go obrońcom. Jednak w sytuacji trzeciej próby i prawie dziesięciu jardów wypatrzył na boisku swojego skrzydłowego, Krzysztofa Chrzanowskiego. Ten odebrał podanie i pomknął z piłką ponad 30 jardów notując swoją pierwszą tego dnia zdobycz. Dwa punkty dołożył Maciej Ginalski i mimo, że oba zespoły zdobyły w pierwszej kwarcie po dwa przyłożenia, to DOM-BUD Kraków Tigers wygrywali z AZS Silesia Miners 16:12. Nie pomagają krzyki, nie pomagają śpiewy Podczas, gdy na murawie potykali się ze sobą futboliści, na trybunach trwał inny pojedynek. Zmagali się ze sobą kibice obu drużyn. Na szczęście na meczach futbolowych nie dochodzi do takich scen, które serwują nam regularnie fani piłki nożnej. W Katowicach miał miejsce pojedynek wokalny. Ze stolicy Małopolski do stolicy Górnego Śląska, jak wiadomo nie jest daleko, więc kilkudziesięciu fanów DOM – BUD Kraków Tigers dzielnie wspierało swoją ekipę. Naprzeciw nim stanęła silna grupa, ponad trzystu śląskich gardeł, która co rusz prezentowała szlagiery o swojej ukochanej drużynie. Po tych śpiewach Miners wyszli, co prawda na prowadzenie po krótkim biegu Krzysztofa Matejuka, ale na koniec pierwszej połowy znów prowadziły Tygrysy. Swoje drugie przyłożenie tego dnia zdobył Główniak. Należy wspomnieć o tym, że tempo meczu mocno spadło pod koniec drugiej połowy. Wina leży po stronie obu drużyn, które w ostatnich kilku minutach drugiej kwarty faulowały aż ośmiokrotnie. Na najwyższe tego dnia prowadzenie udało się wyjść ekipie Tigers już w pierwszym posiadaniu piłki w trzeciej kwarcie. Znowu formą błysnął Mościcki. Po krótkim biegu Dawida Rechula i celnym ale, niezłapanym podaniu w trzeciej zagrywce, zdecydował się rzucić do Chrzanowskiego. Ten, biegnąc ścieżkę najprostszą z możliwych – prosto przed siebie, wyprzedził „na dystansie” kryjącego go Roberta Płonkę, złapał piłkę i wbiegł prosto w pole punktowe. Na prowadzenie, jak się później okazało, po raz ostatni wyszła jedenastka DOM -BUD Kraków Tigers. Na nic nie zdało się przyłożenie i podwyższenie (pierwsze udane) Grzegorza Sudera, bo w czwartej kwarcie znów na dziesięć punktów odskoczyli goście. Autorem przyłożenia był Wojciech Wajda a podawał i podwyższał zdecydowany MVP tej konfrontacji – Filip Mościcki. Nadzieja umiera ostatnia Gdy do końca zostało nie więcej niż trzy minuty a wynik na tablicy brzmiał 36:26 dla Tigers, zawodnicy AZS Silesia Miners bynajmniej nie chcieli się poddać. Wystarczyło „tylko” zdobyć przyłożenie, podwyższyć i odzyskać piłkę po onside kicku z nadzieją na szansę choćby na kopnięcie za trzy punkty. Pierwszy etap tego planu udało się zrealizować dzięki wymianie piłki pomiędzy Michałem Kołkiem a Pawłem Szepiszczakiem. Niestety był to jedyny element, który wypalił. Podwyższenie było znów nieudane a onside kick odzyskał liniowy Tygrysów. Znawców futbolu nie trzeba przekonywać do tego, jak istotne są formacje specjalne. Obie drużyny zdobyły w tym meczu po pięć przyłożeń. Jak jednak wiadomo, można za to zebrać 30 punktów, ale można i 40. Wszystko zależy właśnie od special teamów, a te Tygrysy miały o niebo lepsze. Pięć podań na przyłożenie i dwa samodzielne podwyższenia to wynik stawiający Filipa Mościckiego w wąskim gronie najlepszych polskich rozgrywających PLFA. Kto wie, czy po zawieszeniu kariery przez Krzysztofa Wydrowskiego to właśnie Filip oraz Roman Iwanski z Eagles nie są polskimi liderami na tej pozycji. W zespole AZS Silesia Miners, prócz naturalnie biegaczy – Sudera i Matejuka wyróżnić należy rzadko docenianą w futbolu linię ofensywną. Bardzo silni i szybcy zawodnicy doskonale torowali drogę running backom z Katowic. Miners 2011 to chyba najbardziej pechowa drużyna w historii ligi. Nieznaczne porażki z Owls i Tigers, dobra postawa w meczach z faworyzowanymi Devils i Seahawks i tylko jedna sromotna porażka z Crew sprawiła, że mistrzowie kraju AD 2009 mają dziś bilans 0-5 i są poważnie zagrożeni spadkiem z ligi. Jednak jak zapewnia linebacker Górników, Arkadiusz Kanicki: – Przede wszystkim brakuje szczęścia, jednak druga połowa sezonu będzie należeć do nas. Odbudujemy naszą pozycję w tabeli w następnych meczach. Będzie jednak trudno, ponieważ Miners następny mecz zagrają w Warszawie z niepokonanymi Eagles. Tygrysy zaś, będą szukały swojego czwartego zwycięstwa z rzędu w domowym meczu z Lowlanders Białystok. Starsze aktualności
|
![]() ![]() ![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
