Aktualności

 

Przekaż 1% podatku







Więcej informacji




[2011-06-20] Gorzki koniec
Ostatnie mecze sezonu zasadniczego wiążą się dla kibiców ze sporym ryzykiem: jeśli jeden z zespołów nie walczy już o nic, może nie zaangażować się w spotkanie odpowiednio mocno. We Wrocławiu było inaczej: zawiódł zespół, który jeszcze o coś walczył.

Tygrysy przyjeżdżały do stolicy Dolnego Śląska jako rewelacja tego sezonu. 5 zwycięstw i tylko 3 porażki, bilans, który już przed meczem zapewniał im pierwszy w historii zwycięski sezon pierwszoligowy. Krakowianie przed sobotnim meczu mieli jednak niewielką szansę (wtedy, mimo że było to prawdopodobne, nikt nie wiedział jeszcze, że Seahawks rozgromią Lowlanders) na wślizgnięcie się do play-offów. To zapowiadało wyrównane spotkanie.

O zwycięstwo miało być bardzo trudno, bo przecież Tigers przegrywali gładko, już wcześniej w tym sezonie, z The Crew, Eagles i Seahawks. W żadnym nie pozwolili jednak rywalom na aż taki dotkliwy pogrom, jaki zgotowały krakowianom oszczędzające się przed play-off Diabły.

Jak równy z równym

Pretensje do gości można mieć przede wszystkim dlatego, że w pierwszej kwarcie kilka razy pokazali sami sobie, że naprawdę stać ich na postawienie mistrzowi trudnych warunków. Może niekoniecznie w atak,u bo tam w swojej rozpoczynającej mecz serii zdobyli tylko 4 jardy, ale w defensywie zaczęli mecz dobrze. Chociaż i w obronie krakowianie nie wykorzystywali w pełni nadarzających się okazji. Pierwsze podanie Luke'a Balcha po prostu musiało paść łupem linebackera Roberta Suchockiego. Ten jednak pozwolił piłce przelecieć przez swoje ręce. Później po karze i niewielkiej zdobyczy w drugiej próbie, Diabły musiały zdobyć w jednej akcji 13 jardów i wydawało się, że długiego podania kanadyjskiego rozgrywającego nie może złapać nikt poza Mateuszem Stochem, ale obrońca pozwolił złapać to ponad 30-jardowe podanie tuż nad swoją głową (niewysokiemu przecież) Christopherowi Washingtonowi.

Nawet mimo tych błędów zespół z Krakowa został ukarany tylko kopnięciem z pola, po tym jak najpierw Dawid Rechul powalił na ziemię Balcha, a później obrońcy przecięli podanie kierowane do Grzegorza Mazura. Zmuszenie Devils do zadowolenia się tylko 3 oczkami nie pomogło jednak rozpędzić się ofensywie graczy z Małopolski: zdobyli oni co prawda swoje pierwsze 10 jardów (5 z nich za offside gospodarzy), ale w nowych trzech próbach nie przesunęli się już ani o jard do przodu i musieli odkopywać piłkę. Cóż to był jednak za punt! Wszechstronny Dawid Rechul nie dał szans na akcję powrotną groźnemu Washingtonowi, a kopnięta przez niego piłka zatrzymała się dopiero na... 1 jardzie Devils.

Kluczowy moment

Gospodarze uciekli spod własnego pola punktowego dzięki dobrym biegom Łukasza Kamińskiego i kilku podaniom do Washingtona. Dotarli aż do połowy, gdzie jednak po doskonałej interwencji cornerbacka Jarosława Barana, który przeciął długie podanie Balcha w trzeciej próbie, znów musieli puntować. Ofensywa Tygrysów nadal jednak nie istniała: krótki bieg Rechula i screen do Bartosza Wójcickiego nie przynosiły prawie żadnego zysku jardowego. Goście znów odkopywali, ale tym razem z mniejszym powodzeniem: Chris Washington wrócił z piłką aż na ich 30 jard. To była ostatnia akcja pierwszej kwarty i kluczowy moment tego spotkania. Po szybkiej zmianie stron Adam Synacek potrzebował bowiem tylko jednego biegu, żeby pokonać odległość dzielącą go od pola punktowego. Diabły prowadziły już 10:0.

Kolejne punkty przychodziły od teraz regularnie w każdym z kolejnych trzech posiadań piłki gospodarzy. Ofensywa Devils działała jak dobrze naoliwiona maszyna. Na zmianę, pierwsze próby biegami zdobywali Tomasz Tarczyński i Łukasz Kamiński, a podanie za podaniem łapał Washington, autor dwóch kolejnych przyłożeń (co chwilę winien był jeden z cornerbacków, którym nieprzyjemności nie szczędził trener defensywy gości). Trzeci touchdown Tigers oddali już właściwie na własne życzenie, próbując grać w czwartej próbie: Rechul udawał, że ma zamiar odkopnąć piłkę, ale Diabły nie dały się nabrać. Zawodników Tygrysów pod dużą presją zdecydował się więc na odrzucenie piłki, co było jeszcze większym błędem, bo przejął ją Mott Gaymon i popędził z nią 50 jardów, zamieniając przejęcie na przyłożenie.

Latający namiot i Harazim

Devils dołożyli jeszcze jedno przyłożenie tuż po przerwie, po długiej, metodycznej serii ofensywnej, w której każda kolejna próba kończyła się nowym zestawem prób, o punkty znów zadbał Synacek. To była jedna z niewielu akcji, w których czeski running back pojawił się na murawie, bo świetnie zastępowali go Kamiński i Tarczyński. Cała druga połowa była zresztą dla gospodarzy okazją do wypróbowania nowych rozwiązań taktycznych.

Wrocławianie grali więc, między innymi, bez Chrisa Washingtona a z Dawidem Tarczyńskim (powrót po kontuzji, która wykluczyła go prawie z całego sezonu zasadniczego), który najpierw był bardzo bliski złapania piłki w polu punktowym, a później złapał pchany przez silny wiatr baldachim, zanim ten mógł zniszczyć stojący przy boisku samochód. Na pozycji running backa szansę dostał też młody Kacper Bednarek, a wszystkie punty w drugiej części odbierał Grzegorz Mazur, który 70-jardową, ustalającą wynik meczu akcją powrotną udowodnił, że potrafi to robić wcale nie gorzej niż jego amerykański kolega. Do tego doszły jeszcze nowe próby podwyższeń za dwa punkty (holder Washington w ostatniej chwili podnosił piłkę i podawał do kolegi) i latający Walter Harazim, który chciał przechytrzyć rywali i z rozbiegu przeskoczył nad ich linią defensywną (jak mu się wydawało) w momencie, gdy miała zostać ruszona piłka. Poza niecodziennym widokiem skończyło się to jednak tylko karą za uderzenie przeciwnika przed startem akcji.

Zmiany z konieczności wymusiła za to kontuzji Seweryna Wiśniewskiego, jednego z najważniejszych graczy w defensywie Diabłów. Autor już kilku sacków w tym sezonie z początku próbował jeszcze „rozchodzić” swój uraz, ale wyraźnie kulejąc postanowił nie ryzykować i od drugiej kwarty oglądał spotkania z linii bocznej. Nie musiał się szczególnie denerwować postawą swojej formacji, bo Tygrysom nie udało się już nawet wejść na połowę gospodarzy. Zespół z Krakowa próbował często krótkich podań do schodzących w środek skrzydłowego, które czasem się udawały, ale po pierwsze działo się to za rzadko, a poza tym było ich jedyną skuteczną bronią. Rozgrywający Tigers Filip Mościcki nie miał zresztą czasu na nic innego, bo był pod ciągłą presją ze strony obrońców Devils i tylko swojej wielkiej szybkości zawdzięczał to, że na ziemię powalono go może dwukrotnie.

Polskość

Diabły z kolei, nawet pomimo swojego zapowiadanego wcześniej lżejszego podejścia do tego spotkania, miały na nie odpowiedni plan i znacznie więcej ofensywnych opcji. Luke Balch zresztą ani razu nie musiał w tym spotkaniu uciekać przed liniowymi rywala (w jednej jedynej sytuacji Rechul przebił się do niego tak niespodziewanie, że rozgrywający nawet go nie zauważył), bo Devils postanowili, że spróbują trochę popracować nad większą ochroną rozgrywającego. Mogli sobie pozwolić na takie usprawniające ich grę eksperymenty, bo przecież awans do półfinału mieli pewny.

Szkoda, że tego eksperymentalnego, trochę szalonego podejścia zabrakło Tygrysom, które już bez presji, w ramach świętowania zwycięskiego sezonu mogły jeszcze spróbować zakończyć go pozytywnie(j) we Wrocławiu. Zyskałoby na tym po prostu widowisko. Tak się jednak nie stało, ale w Krakowie zamiast smucić się złym zakończeniem, patrzą już optymistycznie w przyszłość, zapewniając, że za rok uda im się zrobić o ten jeden krok więcej i wskoczyć do czwórki. Czy zrobią to nadal z „wyłącznie polskimi zawodnikami i czy ta „polskość” (patrz.rozmowa z Albertem Hesskew) na pewno jest dodatkowym powodem do dumy - Tygrysy mogą teraz zastanawiać się przez najbliższe 10 miesięcy. Nie-polskie Diabły, Jastrzębie, Orły i Załoga znajdą na to czas dopiero po play-offach.


Starsze aktualności

OSTATNI MECZNAJBLIŻSZY MECZ
18 czerwiec 2011, Wrocław

-

Devils Wrocław
VS
Dom-Bud Kraków Tigers

44


0

-
VS

-
-
-

Get Adobe Flash player


Galeria




luty 2012
PnWtŚrCzPtSbNd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 1 2 3 4